Dlaczego w Polsce jest brzydko? Wanna z Kolumnadą Filipa Springera

Czy wszechobecna w polskich miastach reklama jest zjawiskiem normalnym? W sumie tak, bo do tego przywykliśmy. Ale czy jest zjawiskiem pożądanym? Czy w Polsce można wybudować cokolwiek i gdziekolwiek? Czy wszystkie śliczne reklamy na płotach, murach, przy drogach, chodnikach i parkach są legalne? Filip Springer, młody polski reportażysta w kilku opowieściach postanowił pokazać codzienne zjawiska wpływające na estetykę polskiej przestrzeni publicznej. Niestety, wpływające negatywnie.

3bd2001d-86f6-4e75-bbc0-8c0106f5c2db

Książka „Wanna z kolumnadą” jest zbiorem kilku reportaży obejmujących swoją tematyką polską przestrzeń publiczną. Traktuje trochę o urbanistyce, trochę o architekturze, ale tak na prawdę całość stawia pytanie o pewne elementarne poczucie estetyki oraz dobrego smaku.

Springer w swoich reportażach porusza kilka problemów. Jest o rozlewaniu się miast w stronę przedmieść, czyli tzw. urban sprawl, jest o umiłowaniu Polaków do grodzenia się na wszelkie sposoby. Jest o nienadążaniu infrastruktury publicznej za inwestycjami deweloperów, jest o odwróceniu się miast od rzek (nawet Krakowowi się dostało…). Są reportaże traktujące o tym co i w jaki sposób się buduje, jak również mówiące o tym, co robimy z tym już wybudowanym. Jest o potrzebie reklamy oraz jej skutkach. Jest o roli plastyka miejskiego oraz o społecznikach, którzy starają się walczyć z wszechogarniającą Polskę bylejakością oraz tandetą.

z12463211Q,Filip-Springer
Autor dzieła. Taki młody i próbuje walczyć z wiatrakami…

” – Dzwonię w sprawie baneru, który powiesiliście państwo koło dworca. Od kogo macie na to zgodę?
–  Proszę pana, od nikogo, bo to czasem trudno dojść, więc myśmy po prostu powiesili banery w różnych punktach miasta i czekaliśmy, aż się do nas zwrócą właściciele z pretensjami.
–  I ktoś się odezwał?
–  Jeden pan i szybko doszliśmy do porozumienia.
–  A nie sądzi pani, że to pewne odwrócenie kolejności? Że najpierw powinniście mieć zgodę? Bo tak to wychodzi trochę samowolka.
–  Nie samowolka, tylko jak się tym nikt nie interesuje, to co ja będę chodziła i się prosiła? Jak komuś będzie to przeszkadzało, to się zgłosi. Na razie nikomu widać to nie przeszkadza.
– Mnie przeszkadza.
–  A to pana płot?
–  Nie, ale muszę na to patrzeć.
–  To niech pan nie patrzy.
–  A pani jest prawniczką, tak?
–  Tak, a co to ma do rzeczy?”

To akurat fragment reportażu traktującego o nielegalnie wieszanych tablicach reklamowych, które powstają bez żadnego ładu i składu, wszędzie, gdzie to tylko jest możliwe. Komentarza autora reportażu nie ma, bo wcale nie jest potrzebny. Springer wielu sytuacji, z którymi się spotkał nie komentuje, ponieważ, z jednej strony samo umieszczenie w tej książce danego dialogu sugeruje, że coś jest tutaj nie tak, a z drugiej strony, najczęściej jest on zbędny.

Inny reportaż traktuje o rozlewaniu się miasta. O tym, że piękne osiedla domków jednorodzinnych takie wspaniałe są tylko w folderach reklamowych, a szara rzeczywistość pokazuje ich problemy – brak komunikacji miejskiej, brak w zasadzie całej infrastruktury publicznej – od dróg i chodników, przez place zabaw, sklepy, po szkoły. Tak więc mieszkańcy tych „siedlisk”, „osad” czy innych „enklaw” wstają wcześnie rano, aby w korku spędzić godzinę dojeżdżając do pracy, równie długo wracając wieczorem do domu. W klubie dłużej nie zostaną, bo komunikacja kończy obsługę ich terenów około 22:00. Ot – proza życia weryfikuje prospekty reklamowe deweloperów.

Kolejne dwa reportaże opowiadają o reklamach. Z jednej strony o wielkoformatowych billboardach zasłaniających całe wielkie bloki, z drugiej strony o niewielkich banerach, które wieszane są wszędzie, często bez pozwolenia właścicieli danego terenu, a które już tak wrosły w polski krajobraz, że ich widok stał się dla wszystkich obojętny.

74421563cb37246c1cc6f980bf07fa1e
Takie tam poglądowe zdjęcie Polski

Ciekawe jest podejście Springera do formy tekstu. W zasadzie każdy z dziewięciu reportaży napisany jest trochę innym stylem. Szczególnie ciekawy jest reportaż „Pasteloza – studium przypadku”, będący formalnym opisem jednostki chorobowej nazwanej pastelozą (całość tyczy się malowaniu bloków z wielkiej płyty na przedziwne kolory, bez zwracania uwagi na kontekst otoczenia). Jest cykl krótkich rozmów na temat banerów. Jest opowieść kilku ludzi z delikatną narracją autora na temat współczesnych czynów społecznych i reakcji innych ludzi na takie działania. Są zebrane w większą całość króciutkie reportaże na temat współczesnej urbanistyki.

Nie jest to książka straszna. No, może troszkę. Nie jest to książka śmieszna. Choć śmiech przez łzy można z siebie wydobywać od pierwszych do ostatnich jej zdań. Najczęściej jest to książka denerwująca. Denerwująca, bo pokazuje bezsilność. Bezsilność zwykłych ludzi w stosunku do władz. Bezsilność władz w stosunku do deweloperów. Bezsilność mieszkańców w stosunku do właścicieli budynków, chcących zarobić na reklamach.

Tak na prawdę kilku reportaży tam jeszcze brakuje. Nie ma nic na temat ekranów akustycznych. Mało jest o specyficznym traktowaniu zieleni w miastach. Springer nie mówi nic na temat zagrabiania wszelkiej wolnej przestrzeni na parkingi. Z tematów dotyczących polskiej przestrzeni publicznej można by spokojnie stworzyć jeszcze ze trzy takie książki. Te dziewięć krótkich, dobrze napisanych reportaży to zaledwie wierzchołek góry lodowej polskich problemów z przestrzenią publiczna.

Po przeczytaniu „Wanny z kolumnadą” polecam poczytać sobie wątek na Forum Polskich Wieżowców www.skyscrapercity.com zatytułowany „100 lat planowania w Polsce, czyli polski wkład w światową przestrzeń miejską„. Jest to bardzo nieformalna kontynuacja tej książki (w ogóle nie związana ze Springerem), pisana bardzo na luzie, z dużym poczuciem humoru, niestety, rozrastająca się nieprzyzwoicie szybko. Tak wiele rzeczy w Polsce razi. Część argumentów tam poruszanych jest może zbyt wyolbrzymiona, ale większość daje bardzo dużo do myślenia.

P.S. W książce są poglądowe zdjęcia, aby nie trzeba było sobie wyobrażać tego, co autor ma na myśli.