Historia Boga z gościnnym udziałem Boga. Exodus: Bogowie i Królowie

Nie owijając w bawełnę, to jest dziwny film. Niby się wszystko w nim zgadza. Są widoki, są walki, są rydwany, znani aktorzy, jeszcze bardziej znana historia. Jest solidny reżyser czuwający nad całością. I na pierwszy rzut oka nie jest źle. Tylko jak się zastanowić, to niektóre wątki poprowadzone są w naprawdę pokrętny sposób. A wszystko dzieje się gdzieś między starożytnym Memfis a Ziemią Obiecaną dla Izraelitów. Exodus: Bogowie i Królowie.

plakatZ jednej strony nie bardzo jest co temu filmowi zarzucić. Obrazki są fantastyczne, a panoramy czy to pola bitwy, czy kamieniołomów, czy przede wszystkim Memfis widzianego z lotu ptaka są absolutnie fantastyczne. I już choćby dla nich warto ten film zobaczyć w kinie. Również dość długa sekwencja plag zsyłanych przez Boga na Egipt zrealizowana jest z dużym rozmachem i dosłownością.
Jest też plejada dobrych aktorów (Christian Bale, Sigourney Weaver, Ben Kingsley, Aaron Paul, John Turturo a także mniej znany ale dobrze grający Ramzesa Joel Edgerton). Wyreżyserował to Ridley Scott, więc całość powinna być bardzo dobra. No i w sumie jest, ale film ma swoje dziwactwa, które bardzo rzutują na odbiór całości.

Po pierwsze przedstawienie czynników nadprzyrodzonych. Wierzenia egipskie są wręcz wykpione. I to już na samym początku filmu, gdzie nadworna wieszczka ma przewidzieć wynik wojny używając do tego zwierzęcych wnętrzności. Jakby widz nie zrozumiał aluzji, to później główni bohaterowie sami wprost wyśmiewają nadworną wyrocznię. Tak więc z góry widz jest ustawiany w odpowiedniej perspektywie. Jeszcze ciekawiej robi się w przypadku Boga Izraelitów. Przedstawiony jest on w postaci młodego chłopca i chwilami dokładnie tak się zachowuje. Dodatkowo jest niesamowicie mściwy. I w sumie można biblijny obraz Boga traktować podobnie (w końcu to on czynił serce faraona twardym, tak aby ten nie wypuścił Izraelitów zbyt wcześnie z Egiptu), jednak połączenie ślepej chęci zemsty Boga z nie do końca mu ufającym Mojżeszem daje dość niepokojący efekt.
Z resztą – biblijny Mojżesz szedł do Egiptu będąc przygotowanym na wszystkie wydarzenia, zaś u Scotta musiał się sam domyślić swojej roli, przez co przyjął rozwiązanie siłowe i zaczął tworzyć z Izraelitów pewnego rodzaju organizację separatystyczno-militarną. Wyzysk i uciemiężenie wyzyskiem i uciemiężeniem, ale i mięli środki na broń i konie oraz czas i siły na naukę szycia z łuku jak Legolas i perfekcyjne opanowanie jady konnej. I perspektywę dwóch pokoleń na pokonanie faraona. Wybitny plan…

exodus_02

I zamiast wysyłać Mojżesza na pertraktacje z faraonem, Bóg sam zsyłał w losowym momencie i losowej kolejności kolejne plagi (które zwizualizowane zostały naprawdę dobrze). Mojżesz tylko stał i patrzył co się dzieje. I nawet jemu to się znudziło, bo dał się ponieść emocjom i na poważnie pokłócił się z kilkunastoletnim (z wyglądu i zachowania) Bogiem o Anioła Śmierci. Anioła, który ukazany został dość symbolicznie, za pomocą gasnących świec (może trochę tania ta metafora), który wyglądał mimo wszystko całkiem nieźle.

Spojler alert: faraon wypuścił Izraelitów z Egiptu. I tutaj w zasadzie rola Boga się kończy. Nie ma słupa ognia, prowadzącego lud wybrany do Kanaanu, nie ma manny z nieba. Morze Czerwone się nie rozstąpiło, tylko nastąpił szybki odpływ. I nie było ścian wody po lewej i prawej stronie kolumny Izraelitów. Egipcjan zalała za to ogromna fala tsunami. A i tak więcej ich zginęło w pogoni rydwanami po górach. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść oglądając ten film. Ale od wyjścia z Egiptu Mojżesz pozostawiony jest samemu sobie z tysiącami ludzi na głowie. I gdyby nie spytał się w połowie filmu o to, co znajduje się za górami, to by sam do Morza Czerwonego nie trafił tak łatwo. Mojżesz cały film nie wierzy ślepo Bogu i w żadnym momencie nie wygląda, jakby był całym sobą przekonany, że robi dobrze. Ciężko nie być wątpiącym jak się Boga zobaczyło po solidnym uderzeniu głazem w głowę…

exodus-gods-and-kings

Dziwne jest też gospodarowanie czasem. Godzina mija na nie opisanej w Biblii historii wspólnego życia Mojżesza i Ramzesa na dworze faraona. Mojżesz zostaje wypluty z wód Morza Czerwonego solidnie po rozpoczęciu trzeciej godziny filmu. I na ostatnie 15 minut Scott zostawił sobie złotego cielca, kamienne tablice i czterdziestoletnią podróż do Ziemi Obiecanej. I w tych 15 minutach to wszystko zmieścił. Skoro chciał pokazać całą Księgę Wyjścia, to nie rozumiem takiego rozpasania na początku, bo później cała historia przyspiesza karkołomnie i jest potraktowana strasznie po macoszemu.

Z jednej strony to bardzo solidny film, szczególnie w warstwie wizualnej, jednak decyzje dotyczące scenariusza są dla mnie dość kontrowersyjne. Zabawy w marginalizację znaczenia Boa w historii o boskiej interwencji nie rozumiem. Braku podziału filmu na dwa też, albo trzeba było zrobić dwa filmy, albo nie bawić się w budowanie relacji Mojżesz-Ramzes, tylko opowiadać historię. Całość wydaje się przez to kończona na kolanie i upychana siłą. Niemniej ogląda się to całkiem przyjemnie.

exodus-gods-and-kings-1

7. na zachętę.