Gra i tron. Foo Fighters, 9.11.2015, Kraków

Dave Grohl przyznał w trakcie krakowskiego koncertu, że przez 19 lat zapominał o Polsce podczas tras koncertowych. Tak jakoś po prostu wyszło i jest mu z tego powodu przykro i bardzo wszystkich przeprasza. Publiczność mu wybaczyła, bo w ramach przeprosin zagrał najlepszy koncert, na jakim byłem w tym roku.

Na początku jednak dwie rzeczy.

Pierwsza, to pomysły LiveNation na urozmaicenie ludziom czasu przed koncertem. Organizatorzy wpadli na pomysł, że przygotują jedną szatnię dla wszystkich widzów na płycie Tauron Areny. Było to wybitnie głupim pomysłem. Do tej pory z płyty hali można było wychodzić sobie po schodach na poziom wejść i tam skorzystać z kilku szatni rozlokowanych dookoła obiektu, podobnie z toaletami. Ale tym razem postanowiono szatnię umieścić na poziomie płyty w liczbie sztuk 1 (słownie: jeden), dzięki czemu kolejka do niej miała długość ponad dwóch długości krakowskiej hali i nie rozładowała się chyba do samego koncertu Foo Fighters. Podobno na pół godziny przed koncertem gwiazdy nawet zbrakło numerków, ale tego potwierdzić nie jestem w stanie, bo widząc co się dzieje, kurtkę schowałem w torbie, którą cały czas trzymałem przy sobie, co było średnio wygodne i uniemożliwiło skakanie z ludźmi. Decyzję taką organizatorzy podjęli najpewniej po to, aby powiększyć obszar płyty, składając cztery pierwsze rzędy siedzeń. Przez to nie było możliwości wejść z płyty na poziom trybun. W lipcu to byłyby niegłupi pomysł. Ale nie w listopadzie. Nie wpłynęło to zbyt pozytywnie na moje przed koncertowe nastawienie.

DSC_0026

Po drugie – supportem był człowiek grający na trąbce i puzonie, schowany za pseudonimem Trombone Shorty. Przyjechał z zespołem (gitara, dwa saksofony, gitara basowa i perkusja) o nazwie Orlean’s Avenue. Przesłuchałem sobie zawczasu jego album na Spotify i mną nie zachwyciło. Blues, funk, ale taki totalnie mnie nie ruszający. Za to wypadli świetnie, szczególnie dzięki kapitalnej sekcji rytmicznej, która brzmiała bardzo mocno rockowo. Dodatkowo panowie bardzo dobrze się na scenie bawili – szczególnie basista wyginał się na wszystkie strony. Było fantastycznie.

Ale najlepsze miało dopiero nadejść.

Dla niezorientowanych – w czerwcu Dave Grohl podczas koncertu w Goteborgu spadł ze sceny i złamał nogę (co nie przeszkodziło mu dokończyć koncertu!). Zamiast anulować pół roku trasy koncertowej zmienili układ sceny – zamiast wybiegu i małej sceny na końcu hali był tylko krótki wybieg – i grają jak gdyby nigdy nic. Nie licząc faktu, że lider siedzi na tronie, jakby wyjętym z Czerwonej Przystani („Gra o Tron”) i razem z nim jeździ do przodu i do tyłu. Pomimo opatrunku na nodze i tak nie jest w stanie usiedzieć na miejscu i co chwila – a to wstaje z miejsca, a to macha głową tak, że całą struktura się trzęsie, a to odwraca się do kolegów z zespołu. I dużo gada.

DSC_0032

Na początku przypomniał ile to czasu nie byli w Polsce i że chce powiedzieć, że oni nie grają krótkich, godzinnych koncertów. Nie grają też krótkich, półtoragodzinnych koncertów, ani też krótkich, dwugodzinnych koncertów. Grają dłużej. W Krakowie było to trochę ponad dwie i pół godziny. I czas trwania piosenek w wersji studyjnej może się nie sumować do tych ponad dwóch godzin, bo, jak już wspomniałem wcześniej, dużo jest gadania między utworami, a same piosenki są wydłużane – najczęstszy patent to zagranie utworu do końca, wyciemnienie hali, krzyk publiczności i, po chwili, powtórzenie jeszcze raz refrenu na pełnej mocy.

Samo gadanie jest bardzo dowcipne, nie sprawia wrażenia wymuszonego i zwykle jest bardzo zabawne, jak np. przekomarzanka z perkusistą, który stwierdził, że nie tylko widzi, słyszy i czuje publiczność, ale chętnie by ją polizał.

Pomimo promocji zeszłorocznego albumu „Sonic Highways” setlista była bardzo przekrojowa i zawierała utwory chyba ze wszystkich ich płyt. Już sam początek zawierał największe przeboje – „Everlong”, „Monkey Wrench”, „Learn to Fly”, „Something From Nothing” i „The Pretender”. Zagrane w zasadzie jednym ciągiem. Dopiero po „The Pretender” Grohl pozwolił sobie na pierwszą pogadankę.

DSC_0034

W połowie koncertu trochę wyszedł mój brak znajomości materiału, bo zaczęło mi się troszkę nudzić, za to końcówka – cover „In The Flesh?” Pink Floyd oraz „Best of You” z powrotem wprowadziła mnie w świetny nastrój.

Skoro zespołu dawno nie było u nas, fani chcieli zostać zapamiętani. Przygotowano kilka akcji koncertowych – na wejście zespołu miała powstać biało-czerwona flaga, ale wydaje mi się, że trybuny średnio były chętne do współpracy (płyta elegancko czerwone kartki rozdawane przed wejściem podniosła). Drugą akcją było użycie kartek tworzących flagę do zrobienia sobie z nich samolocików i puszczenia ich podczas „Learn to Fly” i to już zagrało lepiej. Fani U2 dalej nie zostali pobici, ale akcje były przygotowane bardzo dobrze – tylko wykonanie trochę średnie.

DSC_0039

Oczekując na wyjście Foo Fighters na scenę byłem trochę podminowany z powodu fatalnych pomysłów organizacyjnych, ale gdy tylko koncert się zaczął wszelkie problemy stały się nieistotne, bo impreza, jaką przygotował Dave Grohl z kolegami był najwyższych lotów. Koncert roku nie tylko ze względu na fakt, że przyjechali po raz pierwszy od 19 lat do Polski. Koncert roku, bo zagrali fantastycznie.

Foo Fighters Setlist Tauron Arena Kraków, Kraków, Poland 2015, Sonic Highways World Tour