Imperium Kontratakuje. Na planszy. Star Wars: Imperial Assault

Fantasy Flight Games wywąchało koniunkturę. Na rok przed premierą „Przebudzenia Mocy„, żerując na najniższych instynktach i sentymentach fanów „Gwiezdnych Wojen” wypuścili grę planszową pod żadnym względem nie idącą na kompromisy. Co więcej, całą otoczkę fabularną wpletli w najlepszy okres całego uniwersum, czyli czasy filmowej klasycznej trylogii. W efekcie powstała niesamowita, przepastna gra planszowa. Poznajcie „Star Wars: Imperial Assault„.

SWI01_box_left

Już samo opakowanie robi piorunujące wrażenie. Monstrualnej wielkości pudło kryje w sobie całą galaktykę przedmiotów. 60 różnej wielkości kafelków służących do układania mapy misji. 36 figurek, z czego jedną trzeba sobie złożyć z części. 360 różnego rodzaju kart. Ponad 150 żetonów. 11 różnokolorowych kostek. Największe wrażenie robią oczywiście świetnej jakości figurki, wśród nich ogromny AT-ST, czy postaci Luke’a Skywalkera i Dartha Vadera. Całości dopełniają cztery instrukcje: podstawy gry, leksykon z zasadami (analogicznie jak w „Wiedźminie„, co mi się strasznie nie podoba, bo mimo, że ułatwia szybkie rozpoczęcie pierwszej rozgrywki, to w przypadku niejasności w trakcie zabawy wymaga przejrzenia dwóch broszur nie wiedząc momentami , gdzie szukać odpowiedzi), podręcznik kampanii z rozpisanymi misjami oraz podręcznik do „skirmisha”, czyli szybkich pojedynków.

Darth-Vader-Luke-Skywalker1

Na czym polega rozgrywka? Jeżeli ktoś grał w „Descenta„, to poczuje się jak w domu po remoncie. Zasady są właściwie takie same, różnią się detalami. Dla tych, którzy nie grali w „Descenta„: gra przeznaczona jest dla 2-5 graczy. Jeden z nich wciela się w rolę swego rodzaju Mistrza Gry i owładnięty Ciemną Stroną Mocy steruje postaciami Imperium. Pozostali zaś wcielają się w rolę Rebeliantów i każdy z nich opiekuje się jednym bohaterem (chyba, że graczy jest dwóch, ale o tym za chwilę). Gracze w kampanii rozgrywają różnego rodzaju misje, poruszając się pionkami po budowanej ze specjalnych elementów planszy, zdobywając określone na początku misji cele (bardzo różne – wybić wrogów, dotrzeć do określonych punktów na mapie, coś pozbierać – zależy od misji), używając do tego swoich umiejętności, przedmiotów zdobytych w trakcie gry czy po prostu bijąc nieprzyjaciela (w grze znaczy się).

Bardzo odpowiedzialne zadanie ma gracz Imperium – to on układa mapy, to on tłumaczy zasady misji i tylko on ma wgląd w scenariusz, ponieważ w trakcie rozgrywania wyzwań mogą zajść różne zdarzenia specjalne, których Rebelianci nie są świadomi na początku, a które często bardzo zmieniają sytuację na planszy. Dodatkowo w rękawie ma też kilka innych opcji, aby uprzykrzyć życie swoim przeciwnikom.

SWI01-ProductLayout

Walka polega na rzucaniu odpowiednimi kośćmi, dającymi punkty obrażeń oraz możliwość użycia dodatkowych umiejętności. I tutaj pojawia się pierwsza różnica w porównaniu do „Descenta” – na jednej kości służącej do obrony (gdy postać atakująca rzuca kośćmi ataku, postać atakowana broni się swoimi kośćmi obrony niwelującymi obrażenia) jest symbol niwelujący wszystkie efekty kości przeciwnika. Jest jeden, ale i tak daje to prawdopodobieństwo, że przeciwnik i tak nas nie trafi. Pozostałe różnice również są bardzo ciekawe. Po pierwsze gracze Rebelii wykonują swoje ruchy naprzemiennie z jednostkami Imperium – mistrz gry nie czeka aż wszystkie postaci wykonają swoje akcje, tylko pomiędzy nimi wykonuje swoje – całkowicie zmienia to taktykę w porównaniu do pierwowzoru. Dodatkowo można przechodzić przez jednostki przeciwnika! Gracz Imperium nie może zablokować przejścia po prostu stojąc w miejscu swoimi jednostkami. Przejście takie podwójną liczbę punktów ruchu ale i tak jest fundamentalną zmianą. Na koniec jeszcze zmieniono sposób wyznaczania zasięgu dystansowego,który jest teraz ciekawszy, ale nie jest to miejsce na jego dokładny opis. W każdym razie, można tutaj schować się teraz za rogiem ściany, prowadząc ostrzał, samemu będąc jednocześnie niewidocznym dla przeciwnika. Karty postaci są teraz dwustronne i postać zanim całkowicie zginie (a jak zginie to nie da się jej ożywić) staje się ranna i ma mniejsze umiejętności, ale jeszcze raz tyle hp ile na początku.

Po jednej, krótkiej rozgrywce, jaką rozegrałem, już widać, że gra jest bardzo dobrze zbalansowana – gdy gra dwóch graczy, Rebeliant opiekuje się dwoma bohaterami, którzy wykonują po dwie pary akcji w każdej rundzie, dodatkowo posiadając 10 punktów zdrowia więcej, niż jest to wyszczególnione na karcie, czyli nawet dwa razy tyle ile zakłada karta postaci. W przypadku dwóch Rebeliantów analogicznie – każdy ma po jednym bohaterze, w przypadku trzech graczy stojących po Jasnej Stronie Mocy – każdy otrzymuje 3 hp ekstra, a jeden z nich może wykonywać akcje dwukrotnie (po misji przejmuje ten znacznik następny gracz). Dopiero w pełnym składzie gra się z takimi liczbami, jakie są na karcie postaci.

imperial-assault

Gra jeden na jednego ma też bardzo ciekawy smaczek – gracz Imperium nie wie, jakie są plany Rebeliantów – gdy tamtych jest więcej on słucha ustaleń (czyt. kłótni) drużyny i wie, co się będzie działo. Gdy ma przed sobą tylko jednego gracza, ten mu przecież nic nie powie. Więc nawet gra „mano a mano” w kampanię jest bardzo satysfakcjonująca.

Wymaga jednak ogromnej ilości czasu. Jedna misja to około pół godziny zabawy, do tego doliczyć trzeba czas na ustawienie planszy. A takich misji do rozegrania jest jedenaście. Na końcu instrukcji jest specjalna plansza do kserowania, służąca do zapisywania postępów w grze, bo czasu pożera to ogrom. Ale w sposób bardzo satysfakcjonujący.

Pożera czas, ale także pieniądze. To ogromne pudło nazwane jest „core set” i już zapowiedziane zostało SIEDEM dodatków z kolejnymi figurkami. To są postaci, które występują w grze, ale nie ma ich figurek w pudełku, tylko są reprezentowane przez tekturowe tokeny. Trochę wyciąganie kasy, ale zestaw z 36 figurkami i tak kosztuje ponad trzysta złotych. Na pewno pojawią się też dodatki z nowymi scenariuszami i kolejnymi postaciami. Worek bez dna.

SWI03-09Figures

No i trzeba mieć na uwadze fakt, że gra jest po anielsku, zawiera dużo treści napisanych na kartach, więc znajomość języka w stopniu pozwalającym na rozumienie tekstu pisanego jest wymagana. Polska wersja ma być wydana w tym roku kalendarzowym przez Galaktę.

To jest zaledwie opis zawartości pudełka z grą i zgrubne omówienie zasad. Na głębsze wnioski przyjdzie jeszcze czas, ponieważ rozegranie dwóch misji nie może dać pełnego przeglądu możliwości, jakie daje ta gra. Poza tym instrukcja przewiduje jeszcze drugi typ gry, tzw. „skirmish” przeznaczony dla dwóch graczy, którzy tworzą sobie swój „deck” z jednostkami obydwu stron konfliktu i walczą przeciwko sobie. Tego trybu nie miałem jeszcze okazji wypróbować. Gra jest przepastna, losowa, ale wymagająca dużo myślenia strategicznego, skomplikowana i zdecydowanie nie dla początkujących graczy w gry planszowe. Niemniej bardzo, bardzo satysfakcjonująca. I jeszcze na jej temat pewnie się wypowiem, jak spędzę z nią więcej czasu.