Jakiś pretensjonalny cytat z filmu. Deadpool.

Postać Deadpoola jest w świecie Marvela bardzo specyficzna. W komiksach co chwila przełamuje czwartą ścianę, zwracając się bezpośrednio do czytelnika. Nie ma dla niego świętości i potrafi wydrwić zarówno swoich wrogów jak i rzeczywiste postaci znane z popkultury. Bardzo łatwo tą postać zepsuć. Tym razem Ryanowi Reynoldsowi udało się tego uniknąć.

Już jeden film z Deadpoolem był. I nikt nie chce pamiętać, że on w „X-Men Origins: Wolverine” się pojawił. Deadpool tam nie był ani śmieszny, ani nie miał swojego charakterystycznego stroju, a jego wersja bez ust (!) z końcówki filmu przeczy pierwowzorowi we wszystkim w czym tylko może. Wtedy Deadpoola grał Ryan Reynolds, dziki fan postaci.

dp2

20th Century Fox już raz postać Deadpoola zepsuli

I Reynolds bardzo, ale to bardzo chciał się zrehabilitować. Wymyślił sobie, że on film o Deadpoolu wyprodukuje sam, on sam zagra główną rolę i nie pozwoli wytwórni narzucić sobie złych decyzji. Dzięki temu tegoroczny film jest pierwszym wysokobudżetowym filmem superbohaterskim z ratingiem „R” (dla dorosłych, młodzież może oglądać tylko w towarzystwie dorosłych). W Stanach Zjednoczonych do ograniczeń wiekowych w kinach podchodzi się bardzo serio i film z kategorią „R” nie jest wyświetlany we wszystkich kinach i na pewno nie zarobi tyle, ile mógłby z kategorią „PG-13”.

I w końcu udało się zrobić dobry, rozrywkowy film z Deadpoolem. Jeden z lepszych filmów o superbohaterach. Bez cenzury, z żartami zarówno z wytwórni, widzów, jak i z samego siebie (te ostatnie są najlepsze). Z dużą liczbą przekleństw. I krwią lejącą się hektolitrami.

Już sama czołówka zwiastuje nie do końca zwykły film. Zamiast listy twórców oraz nazwisk aktorów grających główne role dostajemy luźne określenia na ich temat – reżyser to „useless tool”, główny zbir to „another British guy playing evil character” itp. Oprócz tego dookoła fruwają różne przedmioty, wśród nich m.in. zdjęcie Reynoldsa w stroju Green Lanterna (kolejny „wspaniały” film o superbohaterach, w którym Reynolds zagrał). Końcowe napisy, animowane, również są bardzo śmieszne (jednorożec).

fjicz0dp8udpjpt2wyee

Pomiędzy nimi jest bardzo prosta fabuła i gag za gagiem.

Ja wiedziałem czego się spodziewać i dostałem dokładnie to, co chciałem. Na filmie bawiłem się wybornie. Nie każdego może jednak bawić humor, w którym 1/3 żartów kręci się w okolicach intymnych części ciała, połowa jest kompletnie niezrozumiała dla niezorientowanych w filmach o superbohaterach (Colossus: „You will come talk with professor Xavier.” Deadpool: „McAvoy or Stewart? These timelines can get so confusing.”) a zaledwie pozostałe ~20% jest strawne dla wszystkich. Rozumiem narzekania tych, którzy uważają, że cały film wszyscy starają się za wszelką cenę być „cool” i nie do końca im to wychodzi. (Ja uważam, że im wychodzi). Rozumiem zarzuty, że ten film stoi okrakiem pomiędzy występem kabaretowym a popisem animatorów-sadystów. I jedyna odpowiedź, jaką na te zarzuty jestem w stanie wyprodukować brzmi: to jest Deadpool i tak to powinno wyglądać.

dp1Fabuła jest tak prosta, że można streścić ją w dwóch zdaniach, a jedynym jej udziwnieniem jest opowiadanie historii od połowy. Aktorzy grają tak jak powinni i żaden się nie wyróżnia specjalnie (oprócz Ryana Reynoldsa, który jest centralną gwiazdą, wokół której dzieje się w tym filmie absolutnie wszystko).

Deadpool jest dobrym filmem. Dobrą, odmóżdżającą komedią, która nie aspiruje do bycia czymkolwiek więcej. W tej roli sprawdza się wyśmienicie. Dowcip raczej rozporkowy, ale ma też swoje trafne momenty. Fabuła dziurawa jak w tego typu filmach, prawa fizyki , gdy miałyby przeszkadzać bohaterom, są ignorowane, jak w tego typu filmach. Zabawa lepsza, niż w pozostałych tego typu filmach.