LEGO Batman: The Movie

Najlepszy film o Batmanie nie jest adaptacją komiksu. Nie jest też wielomilionowym blockbusterem z plejadą najznamienitszych aktorów. Jest animacją stworzoną z klocków. I jest parodią wszystkich dotychczasowych przygód Batmana. Wszystkich. Tych dziwnych z lat 60-tych też.

„LEGO Batman: The Movie” (przypis „The Movie” jest o tyle ważny, że były już animacje z serii „LEGO Batman”, np. „Beyond Gotham”, a także gry komputerowe o tej samej nazwie) to niby-kontynuacja „LEGO Przygody”. Niby, ponieważ twórcy wzięli to, co w „Przygodzie” było najlepsze, czyli pastiszową konwencję oraz Batmana, a resztę wywalili. I zrobili bardziej.

Ok, to nie jest film „kanoniczny” dla postaci Batmana. Niby nazwy się zgadzają, ale twórcy zrobili z „Mrocznego Rycerza” bardzo, bardzo mrocznego rycerza. Samotnika. Samotnika posuniętego do skrajności. I Narcyza. Zapatrzonego w siebie egoistę. Postać nie do końca wpisuje się w to, co można zobaczyć w komiksach. A raczej wpisuje się, wyolbrzymiając wszystko do granic absurdu. Oprócz niego występuje masa innych postaci z z uniwersum DC Comics. Masa. Prawie wszyscy przeciwnicy Batmana. I wiele postaci drugoplanowych. No i one oddane są zgodnie z uniwersum (na tyle, na ile to jest potrzebne). Plakat do filmu trochę kłamie, bo niedaleko Batmana biegnie Wonder Woman, która w filmie ma marginalną rolę. Ale to nie przeszkadza, po różnych postaci przewija się przez ekran mrowie.

Cała fabuła „LEGO Batman” skupia się na przekonaniu Batmana, że nie musi pracować sam, a nawet tego, że współpraca może się opłacać. To jest morał, który jasno wynika z przebiegu całego filmu i jest jego dużą zaletą. Ostatnie kinowe animacje trochę według mnie za bardzo poszły w kierunku pojedynczych żartów, zamiast nauki młodych widzów czegoś wartościowego (największe zarzuty mam tutaj chyba do „Sekretnego życia zwierzaków domowych”). „LEGO Batman” jasno przez cały film tłumaczy o co mu chodzi.

Oprócz tego jest jeszcze bardzo ważny wątek relacji pomiędzy Batmanem a Jokerem, nawiązujący trochę do „Killing Joke”. No i dużo miejsca poświęca się Barbarze Gordon i jej pracy jako szefowej policji w Gotham.

Niby trzy wątki, ale tak wyważone, że nie ma się wrażenia skakania od jednej historii do drugiej (nie dało się tak w „Batman v Superman”?). Ale i tak nie one są najważniejsze.

Najważniejsze są żarty.

Ten film to jeden wielki żart. Przez cały film. Niczym nieprzerwany ciąg dowcipow. Niektóre oczywiste, niektóre bardzo zakamuflowane, niektóre będące puszczeniem oka do „kumatych” (jest bezpośrednie nawiązanie choćby do tego: https://www.youtube.com/watch?v=9dghbyBaQyI ). Niektóre z tych dowcipów wydają się nawet średnio odpowiednie dla dzieci („Masz 4 nowe wiadomości – dwie dotyczące powiększania tego i owego”), ale żadne nie przekraczają granicy dobrego smaku. Jest tego tyle, że śmiejąc się z jednego, łatwo można przegapić kolejny. Humor pierwsza klasa. Ale dużo więcej dowcipów się wyłapie, gdy trochę się jest obytym w kulturze popularnej (bardzo, bardzo szeroko rozumianej). Ile tam jest nawiązań do poprzednich filmów, do „Suicide Squad”, do wszystkiego, na czym Warner miał okazję położyć łapy!

No i przez liczbę dowcipów to nie jest film na raz, bo bardzo łatwo jakieś odniesienie po prostu przegapić. A zaczynają się one jeszcze przed napisami początkowymi…

Część żartów ginie jednak w polskim tłumaczeniu. Warto obejrzeć obie wersje – zarówno polski dubbing jak i wersję oryginalną. Części gagów nie udało się dobrze przetłumaczyć („Butt-mobile”), część w polskim tłumaczeniu jest lepsza, niż w oryginale (wcześniej wspomniane maile). Polscy aktorzy dobrani są dobrze, choć Joker w obydwu wersjach jest mało jokerowaty. Mark Hamill byłby w tej roli lepszy. Ale to jest detal, bo Batman jest świetny (anglojęzyczny chyba trochę lepszy, ale tłumacze i aktorzy stanęli na wysokości zadania).

Bardzo możliwe, że to jest najlepszy film o Batmanie w ogóle. I niech to będzie podsumowaniem moich wrażeń z seansu „LEGO Batmana”. To jest bardzo, bardzo śmieszny film. Żarty są na najwyższym poziomie. Powinien spodobać się każdemu, choć „LEGO Przygoda” była jednak dla szerszego grona widzów (bo wiele żartów z „Batmana” wymaga trochę wiedzy ogólnej). Rzućcie wszystko, wsiądźcie do Batmobili i jedźcie obejrzeć „LEGO Batman: The Movie” – warto!