Lord, I felt so high! Depeche Mode live in Berlin

Tradycją jest, że każdy ważniejszy zespół po dużej trasie koncertowej wydaje płytę z zapisem muzyki granej na żywo podczas tych imprez. Nie inaczej jest w przypadku Depeche Mode, którzy po zakończeniu Delta Machine Tour podzielili się połączonym zapisem dwóch koncertów zagranych podczas halowej części tej trasy w Berlinie 25 i 27 listopada 2013.cover

Najpierw kilka słów o wydaniu. Live in Berlin dostępne jest w dwóch wersjach. Można kupić albo wersję audio zajmującą dwie płyty CD albo wydanie limitowane, zawierające 5 płyt – dwie DVD, dwie CD oraz jedną blu-ray. Czyli jak ktoś chce obejrzeć obrazki z koncertu, zmuszony jest do zakupu dość drogiej, wielopłytowej edycji zawierającej wszystkie bajery. Dziwne to trochę. Bo z jednej strony tych bajerów nie ma tak strasznie dużo (5 płyt w kopertkach + krótka, ale fajna, jak na koncertówkę wkładka, zapakowane do schludnego pudełeczka), z drugiej jednak, trochę to kosztuje. depeche-mode-staples-center-sept-29-2013-60

No nic. Live in Berlin. 21 utworów + dwa ekstra w wersji akustycznej na drugiej płycie. Szkielet bardzo podobny do zeszłorocznego łódzkiego koncertu grupy, a i koncert warszawski był bardzo podobny, chociaż w tym przypadku różnic jest więcej. Trochę ponad dwie godziny muzyki. Dużo nowości z Delta Machine, m.in. „Welcome to my World”, „Angel”, „Heaven”, „Soothe My Soul”, trochę rzeczy starszych („Black Celebration”, „A Question of Time”, „Just Can’t Get Enough”), a wszystko to doprawione żelaznymi klasykami („Enjoy the Silence”, „I Feel You”, „Walking In My Shoes” czy „Personal Jesus”). Na setlistę narzekać nie można. Na wykonanie oczywiście też – kasa światowa. Za zespołem (wspomaganym dodatkowym klawiszowcem i perkusistą) ogromny ekran będący mozaiką mniejszych, trójkątnych; przed zespołem asymetrycznie ustawiony wybieg w tłum. Kapela, utwory, wykonanie, otoczka – wszystko w najlepszym porządku. Technicznie też – całość wyreżyserował Anton Corbijn w taki sposób, że można zarówno przyjrzeć się zbliżeniom na sylwetki muzyków jak i na wizualizacje wyświetlane na ekranie za nimi (tutaj rządzi „Halo”). Może publiczność jest trochę za bardzo przyciszona, bo „Try walking in my shoes” wykrzyczane przez publiczność powinno być tak głośno, żeby szyby powylatywały z okien, a ledwo ich na tym filmie słychać (to, co zrobili fani w Warszawie jest dla mnie jednym z ważniejszych przeżyć koncertowych ever). Ciekawostką są napisy – dostępne w pięciu wersjach językowych (bez polskiego), tłumaczą konferansjerkę Gahana. Tej nie ma za dużo, dosłownie kilka zdań, ale wiadomo, że to jest zespół od śpiewania a nie od gadania i nigdy nie zwracali na to szczególnej uwagi. Problem z tymi napisami jest taki, że nie ma co im wierzyć. Gdy Gahan przedstawia Martina Gore’a, napisy „Martin Hey! Goooo!” zamiast „Martin L Gore”. Komedia. Dziwie się, że nikt tego wcześniej nie wyłapał. No i nie ma wersji HD koncertu na blu-ray. Ale ta w ogóle. Pozostaje tylko wersja SD na płytach DVD.

dm_halo

No właśnie – płytach. Druga z nich zatytułowana jest „Alive in Berlin”. Tutaj mała dygresja. Filmy koncertowe z grubsza można podzielić na dwa rodzaje – albo wiernie oddające doświadczenie koncertu, albo będące swego rodzaju dokumentem z trasy, czyli poszczególne utwory poprzetykane są wywiadami z muzykami, materiałem zza kulis itp. Depeche Mode najwyraźniej nie mogli się zdecydować jakiego filmu chcą, więc dali obydwa. „Live in Berlin” to koncert w czystej postaci, „Alive in Berlin” to muzycznie dokładnie to samo, ale przerywane co chwila wywiadami z publicznością czekającą na wejście do berlińskiej O2 Areny, czy samymi muzykami. Muzyka jest dokładnie taka sama, w identyczny sposób pokazana. Aby nie było całkowitego nieporozumienia, to na tej drugiej płytce dostajemy dwa utwory zagrane w kameralnej atmosferze poza sceną – „Condemnation” i „Judas” (bardzo silny nacisk na „Songs of Faith and Devotion” co mi się bardzo podoba :)). Niemniej wrzucanie dwa razy tego samego do jednego pudła wydaje mi się co najmniej kontrowersyjne.

Płyty audio zawierają materiał z koncertu na CD i można je kupić osobno, jako „Live in Berlin – Soundtrack”. Dla mnie jednak to obraz jest głównym daniem tego zestawu.

DM_live1

Jest jeszcze blu-ray, który jest z trochę innej bajki. Zawiera on mianowicie studyjną wersję ostatniego albumu Depeszy „Delta Machine” w wersji wielokanałowej. I tutaj materiał na rozrzucenie dźwięków na sześć głośników jest wdzięczny i wyszło to wszystko bardzo dobrze. Nie jest może spektakularnie i efekciarsko, ale i tak bardzo dobrze. Do tylnych kanałów przeniesione zostały głównie przeszkadzajki (końcówka „Welcome to My World”) i przede wszystkim wszystkie chórki Martina Gore’a. I taki refren „Secret to the End” z dialogiem wokalistów jest fantastyczny. Świetnie brzmią te bardziej zadziorne utwory – „Angel” czy „Soft Touch/ Raw Nerve”. Początek płyty z powoli rozpędzającym się „Welcome to My World” nie zapowiada fajerwerków, jednak z czasem całość się bardzo dobrze rozkręca i brzmi świetnie. „Delta Machine” do kanonu muzyki wielokanałowej nie wejdzie, jednak słucha się tego przyjemnie i jest dość efektowna. Jako dodatek do koncertu – super.

Dziwny to zestaw. Koncert jest fantastyczny – dobry materiał, zespół w świetnej formie, montaż bez skakania co chwilę po ujęciach, no i świetny zestaw utworów. Decyzje wydawnicze (brak wersji HD, 5 płyt albo tylko dźwięk) są jednak średnio dla mnie zrozumiałe.