Polak Polakowi to nawet porażki zazdrości – Bogowie

Kolejny polski film o, jakby nie patrzeć, wielkiej polskiej postaci XX wieku. Po Wałęsie, Popiełuszce, Papieżu (razy kilka) przyszła pora na Zbigniewa Religę. Reklama PISFu, wyświetlana przed seansami, jednoznacznie sugeruje, że skoro film historyczny, to będzie bardzo po polsku, czyli bogoojczyźnianie, ciężko, szaro, smutno i na kolanach (w końcu migają sceny z „Wałęsy”, „Czarnego Czwartku”, „Róży” i innych tego gatunku filmów). A guzik! To, co dzieje się na ekranie podczas seansu „Bogów” bardzo pozytywnie zaskakuje. poster-ut

Film opowiada o wydarzeniach, które doprowadziły do pierwszych przeprowadzonych w Polsce udanych transplantacji serca. Cały film rozpoczyna się debatą na temat pierwszej w ogóle transplantacji, przeprowadzonej przez profesora Jana Molla, zakończonej śmiercią pacjenta. Następnie poznajemy docenta Religę. Cały czas z papierosem w ręku, co chwila pijący kawę, w której więcej jest fusów niż wody. Na ciałach zmarłych pacjentów testuje metody mające doprowadzić go do udanego przeszczepu. Pomysł ryzykownej, skomplikowanej, eksperymentalnej operacji nie podoba się przełożonym docenta, ale w tym momencie pojawia się okazja objęcia własnej kliniki, ale nie w Warszawie, lecz w Zabrzu. Następnie kompletowanie składu i przygotowania do operacji.

Niesubordynacja w zespole profesora Sitkowskiego (Jan Englert) tolerowana być nie może, z drugiej strony Religa to jednak fantastyczny kardiochirurg, więc wyrzucić go żal. W klinice w Zabrzu jedyną ekipą, jaka jest w stanie wykonywać swoją pracę są budowlańcy a na wyposażenie potrzeba trzech milionów. Dolarów. Amerykańskich. Wszystkie te problemy, a także ogrom innych, bierze na klatę sam Religa i z mniejszym lub większym trudem udaje mu się przeciwności przezwyciężyć.

310843_1408093412_d1e2_p

W dalszym ciągu zapowiada się smętnie i patetycznie, a tu niespodzianka.

312629_1410517242_5a5d_p

Wszystko to bowiem podane jest w, nomen omen, chirurgicznie odmierzonych proporcjach. Odpowiednio długie przedstawienie postaci, dobra gra na emocjach widzów (mała pacjentka na początku), żarty w momentach, gdy robi się zbyt poważnie oraz umiejętne rzucanie kłód pod nogi, gdy wszystko układa się zbyt dobrze. Scenariusz poprowadzony po holywoodzku, jak na polskie warunki, wzorcowo. Nie ma dłużyzn! Nie ma siedzenia przy oknie w pochmurny dzień i wzdychania przez pięć minut! Cały czas coś się dzieje. Jest za to podróż na złamanie karku dużym fiatem wprost w objęcia kamaza. A wszystko oparte na faktach (choć pewnie miejscami podkoloryzowane). Nie ma patosu, a przynajmniej nie ma na klęczkach budowania pomnika.

Bo Religa został pokazany nie tylko jako wzorowy kardiochirurg, ale także jako dość trudny w obejściu człowiek. Lider, ale nie kryształowy. Widzimy nałogowego palacza, człowieka, który od butelki czegoś mocniejszego nie stronił, który potrafił wyrzucić z pracy za najdrobniejsze uchybienie (po czym kazał biec po delikwenta, bo przecież za chwilę kolejna operacja, bo jednak fachowców miał w zespole najwyższej klasy). Zaślepionego pracą, którą stawiał dużo wyżej niż rodzinę. Taki w sumie trochę Doktor House, tym bardziej, że ironiczne żarty padają z ust Religi dość często, a nazwa najstarszego zawodu świata jeszcze częściej (co może niektórych razić).

0401594

Na najwyższe uznanie zasługuje Tomasz Kot. Fantastycznie zagrana postać Religi. Sposób mówienia, przygarbiona sylwetka, do tego niesamowicie przekonująca gra. Postaci drugoplanowe też zagrane są dobrze, ale co by ci biedni aktorzy nie robili, to Kot ich przyćmiewa.

Oczywiście obrazki są typowe dla polskiego kina, czyli nawet jak zdjęcia kręcone są w słoneczny dzień to i tak jest szaro, brudno i ciemno. Z drugiej strony to są lata 80-te, komuna i te sprawy. Widać też pewne skróty realizacyjne, np. wszystkie sceny rozgrywające się przed warszawskim mieszkaniem Religi są kręcone z jednego miejsca. Zapewne każde inaczej nakręcone ujęcie zawierałoby jakiś współcześnie postawiony budynek, a nikt nie będzie komputerowo poprawiał detali w takim filmie (z resztą na efekty specjalne też nie można narzekać. Ciała są krojone, serca wyjmowane, sztuczna krew się leje) i przy ograniczonym budżecie. Tutaj nie ma 5 minut sponsorów reklamujących się przed seansem. Mimo to nic w tym filmie nie razi, uproszczenia nie rzucają się w oczy, a zielony duży fiat robi swoją robotę 😉

bogowie-1

Nie spodziewałem się tak dobrego polskiego filmu. Mimo opowiadania biografii ważnego człowieka, nie ma postawy na klęczkach. Jest humor, jest świetny scenariusz i kapitalna gra Tomasza Kota. Jest postać walcząca z najróżniejszymi przeciwnościami, aby dopiąć swego celu. Historia fantastycznie opowiedziana, bez dłużyzn, mimo, że film trwa trochę ponad dwie godziny. Bardzo pozytywne zaskoczenie i nota aż 9/10, bo rozrywka przednia.

P.S. I jest trochę muzyki z epoki, m.in. „My Sharona” The Knack.