Ray Wilson – 20 Years and more.

rw_20yearsandmore_coverXL

Koncertowy album bardzo specyficznego człowieka. Facet nagrał płytę z Genesis, zjeździł z nimi pół świata, a obecnie mieszka w Poznaniu i płyty nagrywa w naszych studiach. W połowie kwietnia 2013 swój podsumowujący 20 lat kariery muzycznej koncert dał w studio im. Agnieszki Osieckiej, w siedzibie Programu Trzeciego Polskiego Radia i tenże koncert można od kilku miesięcy kupić w wersji zarówno audio jak i video.

Ray Wilson to nie tylko Genesis, to także (a może raczej: przede wszystkim) kilka niezłych pop-rockowych płyt wydanych pod własnym nazwiskiem, a także kilka trochę mocniejszych, zajeżdżających grungem, z zespołem Stiltskin. Był także epizod z zespołem _cut, ale to płyta i trasa z Tonym Banksem i Michaelem Ruthefordem jako Genesis przyniosła mu największą międzynarodową sławę. Koncert „20 Years and More” zawiera materiał bardzo przekrojowy, właściwie ze wszystkich etapów działalności dzielnego Szkota.

Jest więc mocne „Inside” z początków działalności Stiltskin, który to utwór otarł się o szczyty list przebojów w latach 90-tych i który dał Rayowi wjazd na salony. Na samym końcu, jako bis, można usłyszeć utwory z „Calling All Stations” ostatniej, niesamowicie niedocenianej płyty Genesis, której należy się więcej miejsca, bo jest to rzecz fantastyczna, jednak trochę inna od Genesis z Philem Collinsem jako liderem. Z niej zagrane zostały „Congo” oraz utwór tytułowy. Oprócz tego jest przekrój przez największe przeboje klasycznego Genesis: „Ripples„, „Mama„, „No Son of Mine” i przede wszystkim „Carpet Crawlers„. I jest to jedno z najlepszych wykonań „Carpet Crawlers” w ogóle. Ani wersja studyjna, śpiewana przez Petera Gabriela, ani koncertowe wersje Phila Collinsa nie są tak dobre jak to, co Ray Wilson robi z tym utworem. Serio. Docenia to nawet Steve Hackett, gitarzysta Genesis za czasów „The Lamb Lies Down on Broadway„, który zaprasza od czasu do czasu Raya na swoje koncerty, aby to właśnie on zaśpiewał ten utwór. Show dopełniają nowsze solowe utwory Wilsona, jak „Easier that Way” czy bardziej współczesne dokonania Stiltskin, np. „Yellow Lemon Sun„, czy „American Beauty„. Bite dwie godziny koncertu, dwie płyty CD oraz jedna DVD, zawierająca całość występu.

ray_wilson2Oprócz standardowego rockowego instrumentarium (perkusja, dwie, czasem trzy gitary, bas, klawisze) mamy także możliwość usłyszeć (oraz zobaczyć) kwartet smyczkowy oraz saksofonistę. Całość składa się na standardowy zespół Raya na koncerty grane pod szyldem „Genesis Klassik”, czyli imprezy, których trzon stanowią utwory Genesis oraz solowe dokonania członków tej kapeli (przykładowo „Solsbury Hill” Gabriela, „In the Air Tonight” Collinsa czy „Another Cup of Coffee” Mike and the Mechanics), a uzupełniane są co bardziej znanymi utworami Raya. Smyczki tutaj są bardzo delikatne, trochę schowane, ale dodają bardzo przyjemnego kolorytu wszystkim kompozycjom. Mogłyby być jednak bardziej uwypuklone, bo często giną pod gitarami. Chociaż swoją moc mają okazję pokazać podczas instrumentalnej części „Ripples„. Saksofonista również ma w kilku utworach swoje bardzo dobre pięć minut („Wait for Better Days„), chyba nawet częściej, niż panie od smyczków. Wszystko to poprzetykane jest bardzo przyjemną, humorystyczną konferansjerką (fajna historia o piosence napisanej na lotnisku, która to piosenka zapowiadana jest jako najgorsza rzecz kiedykolwiek napisana).

Z muzyką Raya Wilsona warto się zapoznać, a taka przekrojowa płyta jest dobrą ku temu okazją. Jego autorskie kompozycje to przyjemna muzyka pop-rockowa, dla fanów U2 czy R.E.M. jak znalazł. Zaś utwory Genesis same w sobie są fantastyczne („No Son of Mine„) a niski, chropowaty wokal Raya jeszcze dodaje im uroku. Wisienką na torcie są „Carpet Crawlers” oraz przepiękne, mniej znane „Calling All Stations„. Polecam.ray_wilson1

8/10.