Szaro, buro i ciężko. „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator

And now for something completly different… będzie o książce. I będą spojlery.

Polską nagrodę literacką Nike za książkę roku 2013 otrzymała Joanna Bator za powieść „Ciemno, prawie noc”. I z tego powodu zamarzyło mi się ją przeczytać. Wszelkiego rodzaju nagrody są też świetną okazją dla sklepów z e-bookami na promocję danego tytułu, więc za niewielkie pieniądze dzieło to nabyłem i z nieskrywaną ciekawością zająłem się lekturą…

okladka1
Okładka pierwszego wydania

…która nie okazała się znowu taka łatwa. Ale o tym za chwilę. Najpierw kilka detali ją opisujących. Książka generalnie jest kryminałem. Trochę powieścią obyczajową, trochę psychologiczną, trochę thrillerem (tym ostatnim najmniej), ale główną oś stanowi jednak wątek kryminalny. Opowiada historię dziennikarki Alicji Tabor, która w celu opisania tajemniczych zniknięć małych dzieci wyrusza w podróż do swojego rodzinnego Wałbrzycha. Podróż ta jest staje się dla niej okazją do rozliczenia się z historią własnej rodziny oraz poznania na nowo miasta swojego dzieciństwa, które już wtedy nie było najpiękniejszym miejscem na Ziemi, a które współcześnie okazuje się szare, smutne, zimne, nieprzyjazne, duszne i odpychające. Pochodzenie Alicji, oraz jej zawziętość i sumienność w dziennikarskich śledztwach spowodowały, że to ona, trochę wbrew sobie ma poszukać śladów dzieci, których losem jakoś niewielu ludzi zdaje się przejmować. Cała wyprawa będzie skutkować odnowieniem starych znajomości oraz poznaniem kilku mniej lub bardziej dziwnych postaci.

Powieść podana jest w formie pierwszoosobowej narracji z kilkoma niespodziankami: primo, zawiera kilka „opowieści”, czyli dłuższych monologów innych niż Alicja bohaterów. Wtedy narrator pierwszoosobowy zmienia swój punkt widzenia i świat widzimy oczami opowiadającego. Secundo, co kilka rozdziałów akcja przedstawiana jest w formie zapisów nocnych rozmów na czacie internetowym. I te właśnie fragmenty są jednymi z cięższych etapów tej książki, ponieważ treść jest tam głęboko zakamuflowana pod formą. Pojawiają się tam wszelkiego sortu internetowi odmieńcy: dewoci, emigranci, zwolennicy wszelkiego rodzaju teorii spiskowych i różne inne indywidua, które przekazują sobie nawzajem własne przemyślenia, lekce sobie ważąc zasady ortografii, interpunkcji oraz składni, dodatkowo polewając taki ciężkostrawny koktajl słowny przesadną liczbą wulgaryzmów. Oczywiście każdy pisze to, co dla niego jest ważne, pomijając zdanie wsópółrozmóców. Pod tą formą przemycane są różne informacje, mające żaden (najczęściej), mniejszy (dość rzadko) lub większy wpływ na fabułę książki.

autorka
Joanna Bator, autorka książki

Bohaterka w trakcie śledztwa poznaje wiele osób będących sterotypowymi przedstawicielami polskiej prowincji. Mamy wąsatego dyrektora sierocińca, zaprzyjaźnionego z alkoholem, przechwalającego się jednocześnie kim to on nie jest i czego w życiu nie zrobił. Oraz przesadnie wykorzystującego zdrobnienia. Całuje rączki, wydaje pieniążki, podrózuje autkiem itp. Mamy dewotki ślepo zapatrzone w lokalnego kaznodzieję, wiarę rozumiejące we własny sposób. Mamy taksówkarza, któremu usta się nie zamykają, który wypowiada się za pomocą słowotoku (i forma tego słowotoku jest dokładnie odana w tekście). Ciekawa menażeria. Najnormalniejszymi postaciami w tej książce są bezdomne kobiety (których rola jest dużo większa, niż to się początkowo wydaje).

Sama zagadka kryminalna jest tylko jednym z wątków tworzących całą historię. Równolegle z postępami w śledztwie poznajemy mroczną i smutną historię rodziny Alicji (ojca poszukującego przez całe życie skarbów księżnej Daisy, jej matki, której ona sama nie za bardzo pamięta, tragicznie zmarłej siostry opowiadającej jej przedziwne historie) oraz ludzi ją otaczających. Pierwszoosobowa narracja powoduje, że czyta się tą powieść jak specyficzny pamiętnik, w którym dygresje na bardzo różne tematy są równie istotne jak informacje o śledztwie. A takich dygresji jest mnóstwo, są wielokrotnie zagłębione oraz są przeraźliwie długie. Alicja jadąc taksówką zaczyna od smutnej konstatacji brzydoty miasta, przechodząc płynnie do oceny taksówkarza, kończąc na długiej opowieści o początkach swojej pracy w Warszawie, umiłowaniu biegania i myślach samobójczych. Wątek historii rodzinnej niewiele ustępuje ważnością temu kryminalnemu.

Książkę czyta się ciężko z powodu tematyki, którą podejmuje. Śledztwo kręci się wokół wykorzystywania seksualnie dzieci. Nie ma w niej bezpośrednich opisów gwałtów, ale i tak opisy samych miejsc przetrzymywania ofiar daje wyobrażenie tego, co działo się tam wtedy, gdy oczu bohaterki tam nie było. Oprócz tego mamy wspomnienia wojenne, bardzo gorzkie oraz bardzo szczegółowe, zawierające i problemy przesiedleńców i wypędzenia, ponadto zachowanie zarówno wojsk niemieckich jak i radzieckich – oględnie mówiąc było mało przyjemne. W książce opisane są skrajne przypadki biedy, choroby psychiczne wyniszczające rodziny, patologia na każdym kroku. Nawet samo miasto przedstawione jest jako zapomniana przez Boga i ludzi dziura wysysająca życie ze wszystkiego, co znajdzie się w jej pobliżu.

okladka2
Okładka nowego wydania

Powieść ta napisana jest bardzo opisowym plastycznym wręcz językiem. Czytając ją aż nosem czuje się dym papierosowy unoszący sięw kuchni samotnej matki, tanie perfumy dyrektora przytułku czy falujący tłum czekający na swojego kaznodzieję. Wszystko w przytłaczającej, posępnej i ciężkiej atmosferze pogórniczego miasta na głębokiej prowincji.

[PONIŻSZY AKAPIT ZAWIERA DUŻY SPOJLER DOTYCZĄCY ZAKOŻŃCZENIA KSIĄŻKI]

Najbardziej nie podobało mi sięzakończenie, ponieważ na czele „osi zła” stio osoba, o której czytelnik dowiaduje się na samym końcu książki. Czytelnik nie ma szans samemu rozwikłaćzagadki, bo o głównym złoczyńcy dowiaduje się w podsumowaniu całego wątku. Takie wyciąganie postaci z rękawa na sam koniec wydaje mi siętrochę nieuczciwe w stosunku do czytelnika. Napięcie budowane przez całą ksi,ążkę ulatuje w mig, gdy dowiadujesz się, że tak na prawdę cały czas chodziło o kogoś zupełnie innego, a wszyscy podsuwani przez autorkę podejrzani to albo pionki albo ślepe tropy.

[KONIEC SPOJLERÓW]

Nie jest to książka łatwa w odbiorze, zarówno ze względu na treść jak i na formę, jednak warto jąprzeczytać, choćby po to, aby wyrobić sobie zdanie, czy taka forma zasługuje na uznanie, jakie zdobyła. Dla mnie odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna, ale warto docenić chociażby zabawę autorki formą. Książka podejmuje wiele wątków, opowiada kilka historii jednocześnie – jest portret polskiej prowincji, jest historia rozbitej rodziny, jest w końcu samo śledztwo. Dzieje się dużo, ale niespiesznie.

Bez oceny, bo na ocenianiu książek znam się jeszcze mniej niżna ocenianiu filmów czy muzyki 😛

  • mipi

    Czytałam. Ciężka. Troszeczkę się rozczarowałam, bo po Joannie Bator spodziewałam się czegoś bardziej przyjaznego, mimo tego polecam, zapada w mózg.