Tak oto kończy się świat. Jacek Dukaj, Starość Aksolotla

aksolotlAksolotl meksykański (Ambystoma mexicanum) – endemiczny słodkowodny gatunek drapieżnego płaza ogoniastego z rodziny ambystomowatych (Ambystomatidae). Cechą charakterystyczną tego gatunku jest zjawisko neotenii, czyli zdolność do rozmnażania się płciowego postaci larwalnej. Taka postać płazów z rodzaju Ambystoma nazywana jest aksolotlem. Ambystoma meksykańska jest płazem jadalnym, cennym zwierzęciem laboratoryjnym, bywa także hodowana w akwariach. A wygląda toto tak:  

 

To o aksolotlu mówi Wikipedia. Niemniej „Starość aksolotla” Jacka Dukaja nie jest książką o słodkowodnych coverpłazach, aczkolwiek pojawiają się one jako obiekty badań jednego z bohaterów. „Starość aksolotla” jest trochę filozoficzną powieścią o życiu na Ziemi po apokalipsie. Bo oto w niedalekiej przyszłości, niespodziewanie, Ziemia zostaje rażona promieniem, który niszczył wszystkie organizmy żywe. Promień najpierw trafił w Azję i zabijał wszystkich w miarę obrotu Ziemi wokół własnej osi. Niemniej ówczesna technika pozwoliła na stworzenia urządzenia umożliwiającego grę w wirtualnym świecie za pomocą fal mózgowych. Sprzęt ten, po pirackich przeróbkach, miał pozwalać na przetransferowanie ludzkiej świadomości do pamięci komputerów, aczkolwiek wszystkie eksperymenty, jak to zawsze w przypadku modów bywa – na własne ryzyko. Nie mając lepszych perspektyw na ostatnie parę godzin swojego życia, Grześ, główny bohater powieści, w ten sposób ratuje swoją świadomość przed śmiercią.
Przeżył jako świadomy program komputerowy i rozpoczyna się właściwa treść książki.

starość-askolota-1200x520

Ta właściwa treść to całe trzy rozdziały, które spokojnie można przeczytać w jeden wieczór. Trochę niepodobne to do Dukaja, ale ta pozycja to pewien eksperyment w kwestii formy. Choćby dlatego, że nie ma na razie żadnych planów, aby „Starość aksolotla” wydać na papierze. Byłoby to z resztą dość skomplikowane, bo Dukaj bardzo obficie wykorzystuje hiperłącza, które prowadzą do skorowidzu nazw, który to skorowidz zajmuje połowę objętości całego ebooka. A w niektórych objaśnieniach są kolejne linki. I warto te definicje czytać, bo one opowiadają o świecie. Narrator nie przejmuje się takimi drobiazgami, jak opisywanie poglądów poszczególnych frakcji, ich wzajemne alianse czy animozje. To wszystko jest opisane w słowniczku na końcu książki (który ma taką objętość, jak główna jej treść!). Słowniczek zawiera też wytłumaczenie części pojęć oraz neologizmów używanych przez postaci. A pojęcia są zarówno techniczne, informatyczne jak i biologiczne. I jest tego ogrom. Ma to pewien urok, bo rozmowy pomiędzy postaciami nie wyglądają jak rozmowa debili, którzy znają się od dłuższego czasu, ale tłumaczą wszystko jak dziecku, bo czytelnik jakoś musi poznać świat. Mimo wszystko nie wszystkie pojęcia są wytłumaczone w słowniku i trzeba się bardzo dobrze orientować we współczesnej technice i mocno skupić się na treści. Przykładowo, na jednym ekranie wprowadzone jest nowe pojęcie, które od razu jest skracane lub używane w zdrobnieniu (jedna z frakcji – „Bull & Bull Alliance” raz jest nazywana „B&B”, raz „Bykami”, a najczęściej „Bysiami”. I pilnuj się czytelniku, bo nie wszystkie wystąpienia są podlinkowane do definicji). W każdym razie Dukaj nie uważa czytelników za idiotów i wychodzi z założenia, że wszyscy sobie poradzą.

starosc_aksolotla

Te trzy rozdziały, z których składa się „Starość aksolotla” opisują wydarzenia dziejące się odpowiednio 1000, 10000 i 100000 dni po apokalipsie. Dostajemy więc zaledwie ułamek ogromnego świata, który mógłby stać się kanwą wielotomowych serii wraz z dziesiątkami spin-offów. Na przykład na początku drugiego rozdziału, w szybkich żołnierskich słowach streszczone są walki poszczególnych frakcji o dominację na świecie. Sama ta „wojna” przecież mogłaby być tematem wielotomowego dzieła w stylu „Gry o Tron” w postapokaliptycznym świecie walk robotów sterowanych przez komputerową, ciężko powiedzieć że sztuczną – inteligencję. Zamiast tego jest zaledwie liźnięcie bardzo różnych tematów – próba odnalezienia się po katastrofie w zupełnie innej rzeczywistości, nauka wykorzystywania nowych możliwości (skoro jest się programem komputerowym, to można się zreplikować i rozmawiać samemu ze sobą), inżynieria genetyczna, próba wytłumaczenia apokalipsy, zabawa w boga,definicja człowieczeństwa, odrzucenie człowieczeństwa. Dukaj skacze z tematu na temat, rozgrzebuje masę problemów i zostawia czytelnika samego z przedstawionymi problemami, bo po chwili zmienia wątek.

A wszystkie te wątki zapisane są szalonym językiem przesyconym neologizmami, często przypominającym strumień świadomości jakiegoś wariata. Skoro główny bohater był technikiem komputerowym, trochę geekiem, to wrzuca analogie i nawiązania do świata komputerów, do japońskiej kinematografii, do świata gier komputerowych w ilościach hurtowych. Na to nakładają się neologizmy stworzone na potrzeby fabuły, dzięki czemu da się znaleźć takie rozdziały, które na pierwszy rzut oka nie są do końca po polsku napisane.
Niemniej ja się wciągnąłem w lekturę na całego. Pomimo ogromnych upierdliwości.

starość-aksolotla-3

Hiperłącza są fajne, ale na dotykowym czytniku. Przeskakiwanie czterokierunkowym przyciskiem przez kolejne słowa, aby dobrać się do kolejnego linku przestaje być zabawne, gdy na stronie pojawia się takich linków pięć. A są miejsca, gdzie jest ich nawet więcej. I klikaj czytelniku jak głupi.
Starość aksolotla” reklamowana jest jako nowa era książki. Promocja jest na całego, bo przy okazji allegro reklamuje swoją nową platformę ebookową, zintegrowaną ze swoim głównym serwisem (do tej pory ebooki na allegro były trochę z boku). Jest efektowna strona internetowa, jest zwiastun aktorski emitowany w kinach, są modele robotów przygotowane do druku na drukarkach 3D(!) i ilustracje przygotowane przez Platige Image (bardzo klimatyczne). Ale cała ta rewolucja sprowadza się do tego, że zamiast opisywać świat przedstawiony, rzuca się czytelnikowi słownik pojęć na końcu książki, tyle, że podlinkowany do treści. Według mnie z dużej chmury mały deszcz.

starosc_aksolotla-2

Szkoda tylko, że zamiast solidnego, wyczerpującego, opasłego tomiszcza, najlepiej będącego jedynie prologiem ogromnej sagi dostajemy od Dukaja jakieś 150 stron powieści, która daje zapowiedź niesamowitego świata, który daje ogromne pole do popisu i wyobraźni. Przez to dużo trzeba sobie dopowiedzieć, dużo wyobrazić i jeszcze więcej przyjąć na wiarę i zdrowy rozsądek. Z jednej strony fajnie, bo samemu można sobie wymyślać historię w tym interesującym świecie, z drugiej – wolę jedną, oficjalną wersję zdarzeń. Niemniej polecam.