Farewell, Master Burglar! Hobbit: Bitwa pięciu armii

Koniec. Więcej już nie będzie. „Bitwą Pięciu Armii” Peter Jackson kończy swoją przygodę ze Śródziemiem. „Sillmarillionu” w taki sposób nie nakręci. Jeszcze tylko edycja rozszerzona w listopadzie i więcej „Hobbita” nie będzie. Troszkę szkoda, bo pomimo bombastyczności i efekciarstwa to całkiem przyjemne filmy są.

Nie są to jednak ścisłe ekranizacje książki. O ile „Władcę Pierścieni” można jeszcze tak traktować, o tyle „Hobbita” już  tak łatwo się nie da. Nie mam pretensji do długości całego projektu. Wszak „Demony Dobrego Dextera”, które są krótsze od książkowego „Hobbita” rozciągnięto na 12 godzin materiału filmowego, czyli pierwszy sezon serialu „Dexter”. Tak więc ja osobiście narzekań, że książka krótka a filmy aż trzy nie rozumiem. Tym bardziej, że Jackson wprowadził do swojej opowieści dużo wątków z „Niedokończonych Opowieści”. A na ostatnie 144 minuty zostawił sobie jakieś 30 stron „Hobbita”. Te trzydzieści stron, które, na dobrą sprawę, jest jedynie zgrubnym zarysem wydarzeń, jakie działy się w okolicach Ereboru po śmierci Smauga. Dlatego Jackson stał przed wyzwaniem, aby ten zarys odpowiednio ubrać w scenariusz. Kilka wątków utrudnił sobie już wcześniej, na przykład wprowadzając Legolasa i Tauriel, którym trzeba było znaleźć miejsce w bitwie, a inną część zagmatwał sobie już w trakcie „Bitwy Pięciu Armii”.

1415309431601_Image_galleryImage_The_Hobbit_The_Battle_of_ (2)

Teraz będę narzekał.

Przepędzenie wszystkich ocalałych z Esgaroth do Dali jest dla mnie strasznie niezrozumiałe. Powody ku temu wymyśliłem dwa. Po pierwsze, Elfy w jacksonowym „Hobbicie” są z natury złe (nie licząc Galadrieli). I scena zatrzymania pochodu wojsk w stronę Ereboru, aby pomóc budować ludziom schronienie na zimę nie mogła mieć miejsca. Fakt, w filmie Elfy przybywają do Dali z wozami pelnymi żywności, ale od razu tłumacząc to chęcią przekupienia ludzi. Drugi powód to zagonienie ludzi do obrony cywilów w mieście, aby w trakcie bitwy nie trzeba było pokazywać samej bitwy (bo animacja komputerowa droga i nie wiadomo jak to kręcić, a poza tym wyglądałoby to jak Pola Pellenoru z Powrotu Króla). A i cała armia Zła wtedy wydaje się jeszcze bardziej zła – w końcu biją bezbronnych! Ale i tak nie klei mi się to.

Największy problem mam z czerwiami. Śródziemie to nie Arrakis i takich potworów się tam nie spodziewałem. Tym bardziej wykorzystanie ich tylko do wykopania tuneli dla wojsk było głupie. Ale to tylko Gobliny i najwyraźniej nie trzeba od nich wymagać wybitnych umiejętności taktycznych. A przecież trzy takie czerwie załatwiłyby wszystkich tych krasnoludów i elfów w mgnieniu oka. I nie byłoby bitwy.the-hobbit-the-battle-of-the-five-armies-5497698adb0d9

To co wyprawia Legolas z Tauriel podczas walki z Bolgiem przekracza chwilami granicę dobrego smaku. Bo skoki Legolasa po spadających kamieniach to już jest absurd nad absurdy. I nie pomaga nawet fakt, że to elf. Tutaj Jackson wpadł w pułapkę założeń, że każdy kolejny film musi być bardziej spektakularny od poprzedniego. No i mamy dzięki temu takiego efla skaczącego tam i siam. Najwyraźniej kilkadziesiąt lat później, we „Władcy Pierścieni” zdrowie u Legolasa już nie takie jak kiedyś, więc pozostało mu tylko zjeżdżanie na tarczy jak na deskorolce w Helmowym Jarze i ujeżdżanie Olifantów. Starość nie radość.

To co mi się z drugiej strony podobało bardzo, to zaglądanie co chwila do wnętrza Ereboru i podglądanie zachowania drużyny Thorina w czasie, gdy bitwa rozgrywała się bez nich. Tego Tolkien w książce nie opisał i akurat to Jacksonowi udało się pokazać bardzo dobrze. W końcu niby naród bitny, a pół bitwy przesiedział za wielkim murem. Druga rzecz to ograniczenie do minimum rozmów z ptakami. To w książce mi się nie podobało i zostało w miarę możliwości wycięte (nie licząc jednego wątku, którego nie dało się rozsądnie rozegrać inaczej).

No i już na koniec – Jackson chyba nie lubi Beorna. Bo zaznaczył jego udział w bitwie pokazaniem go tak przez 1/3 sekundy. Nie rozumiem. Ale to już jest detal, których można by jeszcze przytoczyć mnóstwo. Ale nie o to chodzi, bo jako efekciarskie kino akcji, takie typowo na odmóżdżenie, to się sprawdza. Jest trochę scen humorystycznych (choć akurat wątek Alfrida bardziej niż śmieszny jest denerwujący), jest trochę skakania po skałach, jest łopatujący wrogów łoś z elfem na grzbiecie, jest król elfów nazwany „leśną nimfą”. W sumie to Thranduil jest jedną z ciekawszych postaci w tym filmie.

THE HOBBIT: THE BATTLE OF THE FIVE ARMIES

Ogląda się to bardzo dobrze i nie czuć upływu czasu. Wszelkie odstępstwa fabularne można jakoś przełknąć i powyższy płacz jest analogiczny, do tego dotyczącego braku Toma Bombadila w „Drużynie Pierścienia”. Nie ma, bo tak sobie Jackson wymyślił. A że w przypadku „Hobbita” nawymyślał sobie dużo więcej, niż w przypadku „Władcy Pierścieni” to już zupełnie inna historia. Przynajmniej umierają ci, którzy zginąć powinni. I te sceny też trzeba było wymyślić, bo zostały tylko ogólnie zasugerowane przez Tolkiena. Oczywiście Jackson sobie te książkowe sugestie odłożył na bok i zrobił wszystko po swojemu.

Aktorzy spisali się dobrze. Bilbo w wykonaniu Martina Freemana bardzo mi się podoba i ma adekwatną minę do każdej sytuacji (przyznanie się do wyniesienia Arcyklejnotu – mistrzostwo), Thorin już w scenariuszu po mojemu był trochę przesadzony, z drugiej strony ten film miał być chyba o tym, jak władza niszczy bohatera i taki kontrast jest chyba celowy. No i uszanowanie dla Lee Pace’a jako Thranduila. Choć ktokolwiek dosiadający takiego łosia byłby epicki.

Oczywiście wizualnie bez zarzutu. Jedna scena im jednak nie wyszła – spadająca po kamieniach Tauriel się bardzo słabo wyrenderowała i ułożenie jej ciała ma się nijak do podłoża. Ale to jest detal – wszystko pozostałe jest patetyczne, przesadzone, napompowane, czyli dokładnie takie jakie miało być.

beznazwy

Jackson już zapowiedział, że wersja rozszerzona będzie dłuższa o 35 minut. Ja strzelam, że będzie w niej podkradanie się Bilba do obozu elfów i ludzi, może troszkę więcej Beorna (choć skoro Thorin zginął z dala od właściwej bitwy to on nie ma co robić), ale oprócz tego nie mam pomysłów – skończy się pewnie na maszerowaniu ludzi i elfów (o – ich wymarsz z lasu mógłby się pojawić) i patrzeniem na rzeczy, jak to się dzieje standardowo w tej trylogii.

Nie jest to film zły. Jest to film dziwny, który padł ofiarą poprzednich decyzji jego twórców oraz oczekiwań dotyczących efektowności, który przez to staje się karykaturą samego siebie. Ale pomimo głupotek ogląda się go dobrze. I w sumie szkoda, że więcej takiego Śródziemia nie będzie.

7. Choć serce fana podpowiada 8. Ale niech zostanie 7.