Nightwish – Endless Forms Most Beautiful

Nightwish nagrywa dziwne płyty. Przy pierwszym przesłuchaniu mi się nie podobają. Ale jak poświęcę im więcej czasu, to odkrywam duże ilości bardzo dobrego materiału. Z „Endless Forms Most Beautiful” było podobnie. Gdybym wziął się za opisywanie tego albumu dwa tygodnie temu, to poużywałbym sobie zdrowo, ale wystarczyło posłuchać na spokojnie i kilka bardzo ciekawych utworów wpadło mi w ucho.

Endless_Forms_Most_Beautiful

Endless Forms Most Beutiful” miała u mnie pod górkę zanim jeszcze się ukazała, bo jestem dzikim i niereformowalnym fanem „Imaginaerum„. Na poprzedniej płycie nie było słabych momentów (ok – był jeden – cała druga część suity, ale po 70 minutach cudów te ostatnie dziesięć, które jest przegadane mogę wybaczyć). Tuomas Holopainen z ekipą postawili sobie poprzeczkę tak wysoko, że nie sposób było ją przeskoczyć. I nie przeskoczyli, nie ma co owijać w bawełnę. Niemniej nie jest źle.

Nie można komentować nowej płyty Nightwisha nie wspominając o nowej wokalistce. Floor Jansen wydaje mi się dużo lepszym pomysłem, niż Anette Olzon, ze względu na bardziej pasujący do tej muzyki głos. Różnica w sumie jest niewielka, ale według mnie znacząca. Jednak, jak bardzo szowinistycznie by to nie brzmiało, Anette lepiej prezentowała się na zdjęciach promocyjnych. Ale na zespół się nie patrzy, tylko słucha jego muzyki.

A tutaj Nightwish kontynuuje, ale bardzo nienachalnie, zmiany stylistyki, zapoczątkowane zmianą wokalistki. Oczywiście drugiej Tarji znaleźć się nie dało, więc delikatna zmiana stylu była konieczna. Muzyka zaczęła skręcać bardziej, niż wcześniej w stronę folk-metalu i ten trend jest kontynuowany. To można zauważyć jeszcze przed rozpoczęciem słuchania, patrząc na skład osobowy kapeli, do którego jako regularny członek zespołu dołączył Troy Donockley, grający na dudach, buzuki i paru innych dziwnych instrumentach. Na „Imaginaerum” był tylko gościem udzielającym się w kilku utworach, teraz słychać go częściej. Singlowy „Elan” dobrze oddaje klimat całego albumu. Nie można jednak na jego podstawie wydawać wyroków dotyczących całej płyty, bo ta jest jednak bardzo zróżnicowana. I to jest bardzo duża zaleta „Endless Forms Most Beautiful„. Od folku po heavy metal. Od wrzasków po orkiestrę symfoniczną. Różnych smaczków jest mnóstwo i przez te 78 minut muzyki nie można się nudzić (no dobra, są mielizny, ale do nich zaraz dojdę). Siedemdziesiąt osiem minut. Szacunek się należy.

nightwish.bandheader_940x300

Shudder Before Beautiful” jest klasycznie najtłiszowy, ale w wersji symfonicznej – dużo gitar, dużo klawiszowych ozdobników, które są w zasadzie od tych gitar ważniejsze, a przede wszystkim orkiestra symfoniczna. W podobnym stylu – bardzo patetycznym, przesyconym orkiestracjami i partiami klawiszy, nagrany jest utwór tytułowy, który jest jednym z lepszych na całym albumie. Równie klasyczny jest „Weak Fantasy„, ale to jest tym razem Nighwtish metalowy. Tab bardzo słychać, że utwór skomponowany przez Marco Heitalę. W tym stylu jest jeszcze „Yours is an Empty Hope„, w którym ducha „Wish I Had an Angel” czuć aż za bardzo. Współczesny, folkowy Nightwish to „Elan„, „My Walden” i „Alpenglow„. I wszystkie te trzy utwory są fantastyczne. Trochę rozczarowuje ballada „Our Decades in the Sun„, bo snuje się przez te sześć i pół minuty i przez cały ten czas jest niesamowicie nudna. Nie jest to jednak najsłabszy fragment albumu. Drugą balladę („Edema Ruh„) bardzo ratuje mocny podkład, przez co ciężko mi przechodzi nazwanie tego utworu balladą, ale jest bardzo ciekawy, z fajnymi partiami instrumentalnymi. Pod koniec mamy utwór instrumentalny, a w zasadzie orkiestrowy „The Eyes of Sharbat Gula„, w którym nie dzieje się nic – jeden, bardzo mnie usypiający motyw odgrywany jest w kółko przez te sześć minut. Potem rozpoczyna się 24-minutowa suita „The Greatest Show on Earth” i znowu od instrumentalnego, orkiestrowego intra, które kontynuuje średnie pomysły poprzedniego utworu. I te 11 minut jest najsłabszym fragmentem całej płyty. Za to jak do głosu dochodzi sam Nightwish, to suita staje się arcyciekawa – nagle pojawiają się najlepsze na całej płycie melodie (choć bardzo podobne do „Song of Myself” z poprzedniej płyty, ale nic co jest podobne do muzyki z „Imaginaerum” nie może być złe). Melodie, które mają naprawdę dużą konkurencję – w zasadzie każdy refren mocno wpada w ucho. Ja jestem fanem „Edema Ruh” i „Enless Forms Most Beautiful„. Wracając do suity – balans pomiędzy elementami metalowymi, symfonicznymi i gadanymi jest idealnie wyważony. Dużo lepiej niż kilka lat temu w „Song of Myself„.

nightwish2013a

Endless Forms Most Beautiful” jest trochę nierówna. Obok fantastycznych utworów jak tytułowy, „Weak Fantasy” czy „Edema Ruh„, znalazły się potwornie nudne dłużyzny, niemniej całość się broni. Poziomem nie może się równać z „Imaginaerum„, ale momenty są – ot, końcówka „Elan” na przykład. Polecam tak na siedem i pół.

Według mnie nie ma co się pchać w edycje specjalne albumu, bo zawierają na kolejnych płytach dokładnie ten sam materiał, tyle że w wersji instrumentalnej (jakby ktoś chciał zrobić sobie karaoke jak znalazł) i orkiestrowe. Jak bardzo by tonie było ciekawe, nie dodaje dużo nowej wartości, a zapłacić trzeba dużo więcej, więc IMO – meh.

nightwishpromo2014official_638