Polacy złamali szyfr Enigmy. Ale to nie o tym jest ten film. Imitation Game

plakat „Zima z Benedyktem” w tym roku tylko symbolicznie. Film o Alanie Turingu – genialnym matematyku, który walnie przyczynił się do alianckiego zwycięstwa w II Wojnie Światowej. Postaci w swoich czasach kontrowersyjnej ze względu na swoją orientację seksualną, którą musiał ukrywać. Przez wiele lat homoseksualizm Wielkiej Brytanii był przestępstwem. Jego dokonania leżą u podstaw informatyki. I Brytyjczycy strzelili sobie o nim film.

Bardzo ważne jest uzmysłowienie sobie czym i o czym jest ten film. Nie jest to historia rozszyfrowania Enigmy. To biografia człowieka. To, że najbardziej medialnym jego osiągnięciem była konstrukcja programowalnej maszyny (dziś można powiedzieć – protoplasty komputera), która pomogła odszyfrowywać niemieckie depesze nie znaczy, że film o Turingu = historia rozszyfrowania Enigmy. A to próbują wmówić niektóre polskie media płacząc, że Polacy wspomnieni są w filmie zaledwie w jednym zdaniu, mimochodem. Jest tak, ponieważ tylko tyle wymagała historia przedstawiona w tej opowieści.

Film składa się z trzech prowadzonych równolegle wątków. Głównym jest historia pracy Turinga dla wywiadu brytyjskiego w Bletchley Park, gdzie wraz z kilkoma wybitnymi umysłami miał znaleźć sposób na rozszyfrowanie niemieckich wiadomości. Kolejnym jest śledztwo policyjne prowadzone w latach 50-tych, dotyczące włamania do domu Turinga, prowadzone tylko dzięki nadgorliwości jednego policjanta, które ostatecznie doprowadziło Turinga przed sąd za „czyny nieobyczajne”. Trzecim wątkiem jest historia czasów szkolnych Alana – poniżania przez innych, braku zrozumienia wśród rówieśników, poznania podstaw kryptologii oraz jego pierwszej wielkiej przyjaźni. Wątki te przeplatają wzajemnie, jednak najwięcej czasu poświęcone jest czasom wojny.

benedict-cumberbatch-as-alan-turing-in-imitation-game

Tak prawdę mówiąc, film nie jest jakimś wielkim dziełem. Gdyby nie aktorstwo (o tym za chwilę), to byłoby to kolejne dzieło-laurka dla ważnego człowieka i nie wyróżniałoby się niczym szczególnym. Przebitki na materiały archiwalne (bo nie było kasy na kręcenie scen-zapchajdziur, a trzeba było pokazać, że oni sobie siedzą i dłubią przy maszynie, a gdzie indziej giną prawdziwi ludzie), doprawione jeszcze komputerowo generowanymi, żałośnie przez to wyglądającymi, ujęciami militarnymi typu „samolot leci i zrzuca bombę” lub „płyną statki z zaopatrzeniem, a pod wodą u-booty odpalają torpedy” wyglądają strasznie tanio. Jak fragmenty dokumentów na Discovery Channel, a nie jak oscarowy film.

Ale ten film ratują oczywiście aktorzy. Nie po to zatrudnia się plejadę brytyjskich znanych twarzy, żeby tylko stały i zgarniały kasę. Każdy plan jest obsadzony bardzo dobrze. Nie są to role bardzo spektakularne, takie w których aktorzy mięliby okazję pokazać cały swój kunszt i wznieść się na wyżyny. Są to po prostu dobrze zagrane postaci, w które można uwierzyć i których los widza jakoś obchodzi. Grany przez Cumberbatcha Turing, który jest w zasadzie mało komediowym Sheldonem Cooperem z The Big Bang Theory (przynajmniej przez pierwszą godzinę filmu, potem trochę się zmienia). Mark Strong grający szefa MI6, który od początku wydaje się przebiegły, ale także rozsądny. Charles Dance znowu z rolą żelazną ręką rządzącego swoimi poddanymi podkomendnymi władcy, tym razem mający jednak nad sobą Churchilla, co go niemiłosiernie frustrowało. Hugh Alexander grany przez Matthew Goode’a – niby przeciwnik Turinga w jego własnym zespole, niby się z nim nie zgadzał, ale jak przyszło co do czego, to stanął za nim murem.

imitation_game_3

Reżyser ciekawie poprowadził finał całej historii – scena zakończenia wojny jest bardzo szybko kontrapunktowana wymizerniałym Turingiem przechodzącym terapię hormonalną. Zamiast hollywoodzkiego happy-endu mamy gorzką codzienność człowieka zniszczonego przez ówczesne prawo. Poczucie niesprawiedliwości budowane jest wcześniej przez opis prowadzenia śledztwa, które wydaje się prowadzone bardzo na siłę.

Można ten film traktować jako próbę pokazania zmian światopoglądowych, jakie dokonały się przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Można patrzeć na ten film jako na delikatną uszczypliwość w stronę władz, które potrafiły zniszczyć człowieka, którego wkład w kształt współczesnego świata jest nie do przecenienia. Jednak żaden z tych patetycznych postulatów nie jest zaznaczony jakoś szczególnie mocno. „Gra tajemnic” jest takim zwykłym dramatem, do obejrzenia i raczej szybkiego zapomnienia. Tym bardziej, że całość nakręcona jest bardzo bezpiecznie. Nawet samobójstwo jest wspomniane tylko w napisach – samej sceny nie pokazali.

Szału nie ma.

The Imitation Game

7. A logika stojąca za taką oceną jest bardzo pokrętna 😉