Zapowiedź floydowych nowości

Przez wiele lat na gruzach Pink Floyd w zasadzie hulał wiatr. Jeżeli się coś działo, to były to pojedyncze wydarzenia. W zasadzie średnio raz na rok coś się działo – a to płyta Davida Gilmoura a to trasa koncertowa Rogera Watersa (przez ostatnie 10 lat trasy były nawet dwie), a to książka Nicka Masona. Do tego ponowne wydanie całego katalogu zespołu (bardziej skopać poligrafii i opakowań się chyba nie dało). Jednak wszystko to często było zgrupowane hurtem, tak więc jeżeli o Pink Floyd się mówiło, to mówiło się dużo, a potem była paroletnia cisza w temacie.

Ostatnio jednak sprawy ruszyły się bardzo mocno. Po fali remasterowo-koncertowej znowu nastała cisza w eterze, ale od roku jest news za newsem, co jeden to ciekawszy. Najpierw była szokująca wręcz informacja o całkowicie nowym studyjnym albumie sygnowanym legendarną nazwą Pink Floyd. Udało się to średnio, bo ze ścinków, które nie weszły na „Division Bell” ciężko było stworzyć coś spójnego. Płyta ma momenty, ale płyty Floydów nie są od momentów tylko od słuchania ich w kółko. A ja ten krążek rzuciłem w kąt (czyt. na ołtarzyk) po jakimś miesiącu słuchania. Słabo.

rattle-that-lock-55a93221e595cNiemniej David Gilmour poszedł za ciosem i skoro już siedział w studiu przeglądając stare materiały, to znalazł też czas na nagranie własnych kompozycji. Co z tego wyjdzie, do końca jeszcze nie wiadomo, ale premiera płyty „Rattle That Lock” już za miesiąc (czyli w połowie września 2015). Tytułowego singla można już od kilku tygodni słuchać. I nie jest źle. Po pierwszym przesłuchaniu musiałem szukać szczęki na podłodze, bo nie było to takie rozlazłe i ciapowate jak (prawie) cała „On An Island„, ale zaraz mi się zapaliła z tyłu lampka ostrzegawcza, żeby się za bardzo nie podniecać. Jeżeli „Rattle That Lock” został wybrany na singla, bo pokazuje w którą stronę Gilmour poszedł podczas nagrywania nowości, to się szykuje album roku. Ale jeżeli singiel będzie takim „Take A Breath” dla całego „On An Island” (czyli zdecydowanie najbardziej żywiołowym utworem) to jednak nie za bardzo będzie się czym zachwycać. Sam utwór jest świetny, ale ja jednak czekam na resztę.

Album albumem, ale oprócz niego będzie trasa koncertowa. Na 2015 rok zapowiedzianych jest niewiele dat, w bardzo dziwnych miejscach z resztą (Pula w Chorwacji, Werona i Florencja we Włoszech, Orange we Francji, Oberhausen w Niemczech i sześć koncertów w londyńskiej Royal Albert Hall – serio? SERIO?), ale już wiadomo, że w 2016 roku David Gilmour wystąpi na rynku we Wrocławiu w ramach promocji miasta jako Europejskiej Stolicy Kultury (jaram się jak człowiek na okładce „Wish You Were Here„). Jak słaba by ta płyta nie była (bez przesady z resztą – to może się ciągnąć jak flaki z olejem, może być mdłe na dłuższą metę, ale gitara Gilmoura pozostaje cały czas gitarą Gilmoura) to na koncert Gilmoura wybrać się warto, bo gra dużo floydowych klasyków.

https://www.youtube.com/watch?v=eHP7l0EaouM

flm002260Roger Waters nie pozostaje w tyle. Ok. W zasadzie to pozostaje, bo jego odpowiedź na rewelacje Gilmoura jest średnia. Na jego usprawiedliwienie przemawia jednak fakt, że gdy Gilmour wymyślał swoje nowe utwory, to Waters w tym czasie jeździł po świecie ze swoim przedstawieniem „The Wall Live„. Przedstawieniem, bo powiedzieć o tym „koncert” to zdecydowanie za mało. I w końcu, po ponad dwóch latach od zakończenia tej ogromnej trasy, będzie można zobaczyć zapis tych widowisk. 29 września w Multikinach wyświetlany będzie film prezentujący cały koncert wraz z wywiadem przeprowadzonym z samym Watersem. Zapis wideo z tych koncertów był zapowiadany w zasadzie od momentu ich ogłoszenia. Początkowo mówiło się o zbiorczej rejestracji pięciu występów w londyńskiej O2 Arena, ale chyba Waters zdecydował się na rejestrację któregoś występu z kolejnej części trasy, która zamiast w halach prezentowana była na stadionach w znacznie większej skali.

Dodatkowo już można kupić remaster jego ostatniego studyjnego albumu („Ca Ira” się nie liczy) – „Amused to Death„. Jak bardzo mi solowy Waters nie podchodzi, bo pomiędzy melorecytacje i eksperymenty facet stara się tam wcisnąć na siłę jakiś wpadający w ucho kawałek muzyki, tak bardzo chcę dać temu albumowi szansę. Ciekawi mnie głównie wersja przestrzenna tej płyty bo smaczków i różnych przeszkadzajek w tle tam jest mnóstwo, więc może będzie robić wrażenie od strony technicznej. Dodatkowo nowa szata graficzna i trochę makulatury w zestawie z dwiema płytami. Ponieważ wrzesień to wręcz powódź nowych wydań, to jeden album w wersji limitowanej więcej nie zrobi mi różnicy (mam nadzieję). A może w końcu przekonam się do tej muzyki i dam jej tyle czasu na ile (podobno) zasługuje.